Obudziłem się o siódmej rano. Miałem bardzo dziwne sny: niektóre dobre, inne pokręcone - pełne dziwacznych emocji. Ze strachem poruszyłem się na łóżku i stwierdziłem, że ból pleców ustąpił. Wstałem zadowolony, uśmiechnąłem się promiennie do Kota i wyszedłem po zakupy. Na zewnątrz panował upał. Suche, gryzące powietrze wdarło się do moich płuc, powodując kaszel. Po chwili przyzwyczaiłem się do warunków i przestałem chrząkać.
Ulice były pełne ludzi i zwierząt. Owca przywiązana do drzwi hotelowych wyjadała coś z miski, krowy żuły reklamówki, psy warczały na siebie walcząc o swoje terytoria, tak jak kierowcy riksz i taksówek. Przemknąłem pomiędzy nimi nie zważając na hałas i zaczepki i dotarłem do małego sklepu z chlebami. Kupiłem ciasto z owocami (bardziej lekko słodki chleb), cztery placuszki z tłuszczu i wodę - śniadanie zjedliśmy w hotelu.
Korzystając ze sprzyjających warunków, postanowiliśmy pojechać do Sarnath - jednego z najważniejszych dla buddystów miast. Tam właśnie Budda Siakjamuni po raz pierwszy poruszył kołem Dharmy, innymi słowy, wygłosił swoje pierwsze kazanie. Uczynił to przed pięcioma ascetami, którzy jako pierwsi ludzie na ziemi stali się buddystami. Ale o tym za chwilę - wróćmy do naszego uroczego poranka...
Poszliśmy na postój taksówek, gdzie kierowcy mechanicznych riksz czekają na pasażerów. Sarnath jest oddalone od Varanasi 13-kilometrów. Można dostać się tam na różne sposoby; najbardziej popularna jest podróż taksówką. Pierwszy zapytany kierowca zażądał sumy tysiąca rupii. Zaśmialiśmy się głośno i podeszliśmy do drugiego. Po chwili zeszli do ośmiuset, siedmiuset i w końcu do naszej kwoty - czterystu rupii za podwiezienie nas do docelowego miasteczka, trzygodzinne oczekiwanie i odwiezienie z powrotem pod hotel.
Korzystając ze sprzyjających warunków, postanowiliśmy pojechać do Sarnath - jednego z najważniejszych dla buddystów miast. Tam właśnie Budda Siakjamuni po raz pierwszy poruszył kołem Dharmy, innymi słowy, wygłosił swoje pierwsze kazanie. Uczynił to przed pięcioma ascetami, którzy jako pierwsi ludzie na ziemi stali się buddystami. Ale o tym za chwilę - wróćmy do naszego uroczego poranka...
Poszliśmy na postój taksówek, gdzie kierowcy mechanicznych riksz czekają na pasażerów. Sarnath jest oddalone od Varanasi 13-kilometrów. Można dostać się tam na różne sposoby; najbardziej popularna jest podróż taksówką. Pierwszy zapytany kierowca zażądał sumy tysiąca rupii. Zaśmialiśmy się głośno i podeszliśmy do drugiego. Po chwili zeszli do ośmiuset, siedmiuset i w końcu do naszej kwoty - czterystu rupii za podwiezienie nas do docelowego miasteczka, trzygodzinne oczekiwanie i odwiezienie z powrotem pod hotel.
![]() |
| W mechanicznej rikszy, zwanej tuk-tuk. |
![]() |
| Nasz kierowca i jego pomocnik (naganiacz pasażerów). |
W końcu dotarliśmy do stupy. Zrobiła na nas ogromne wrażenie. Masywna i wyjątkowo skromna - znacznie różniąca się od stup budowanych w późniejszym okresie - przyciąga jak magnes.
Budda, udał się do Parku Jeleni, siedem tygodni po osiągnięciu oświecenia. W jednej z licznych biografii Buddy czytałem, że początkowo nie chciał przekazywać wiedzy, którą posiadł. W końcu jednak, powodowany współczuciem, postanowił przekazać ludziom to, co sam odkrył.
Tam właśnie wygłosił Cztery Szlachetne Prawdy, przed pięcioma ascetami, którzy stali się pierwszymi na świecie buddystami. Wraz z nimi Siakjamuni założył zgromadzenie buddyjskie, znane pod nazwą Sangha.
Budda, udał się do Parku Jeleni, siedem tygodni po osiągnięciu oświecenia. W jednej z licznych biografii Buddy czytałem, że początkowo nie chciał przekazywać wiedzy, którą posiadł. W końcu jednak, powodowany współczuciem, postanowił przekazać ludziom to, co sam odkrył.
Tam właśnie wygłosił Cztery Szlachetne Prawdy, przed pięcioma ascetami, którzy stali się pierwszymi na świecie buddystami. Wraz z nimi Siakjamuni założył zgromadzenie buddyjskie, znane pod nazwą Sangha.
![]() |
| Dodaj napis |
Dla nas wiek stupy miał marginalne znaczenie. Czuliśmy, że wróciliśmy do domu. Nie ma w tym żadnej przesady. Pod stupami rozkwitamy jak kwiaty. Energie panujące w miejscach kultu buddyjskiego są tak pozytywne, że wszelkie troski i negatywne myśli po prostu znikają.||
Pochodziliśmy wokół budowli powtarzając mantry, następnie zeszliśmy w dół zobaczyć starożytne ruiny - pozostałość po hojnym dla buddyzmu władcy.
![]() |
| Szczęście... |
![]() |
| Ruiny - pozostałości po cesarzu Aśoka. |
Na dziedzińcu znajduje się dość duży i kolorowy posąg Buddy. Idąc wzdłuż niego, należy kręcić młynkami modlitewnymi. W ten sposób dochodzi się do gompy - buddyjskiego odpowiednika kapliczki. Miejsce to zostało inaugurowane niecałe dwa lata temu przez Dalajlamę. Jego zdjęcie znajduje się na tronie, w środku.
![]() |
| Kot i lew u bram klasztoru. |
![]() |
| Marcin w świątyni. |
![]() |
| Oczekując na posiłek. |
![]() |
| Nasz obiad. Trójkąty nadziewane były ziemniakami i groszkiem. |
Ceremonię ognia zobaczyliśmy w przelocie. Dla mnie nie była to nowość - widziałem ją w całości kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy byłem w Varanasi. Dzisiaj jednak był wyjątkowo ciepły wieczór - komary wściekły się i latały jak szalone. Mimo najlepszych środków do smarowania, uciekliśmy przed nimi z dala od rzeki. A teraz już noc. Nad rzeką płoną stosy kremacyjne - widzimy je z dachu na którym siedzimy.
![]() |
| Ceremonia ognia nad Gangesem. |











