Dzisiejsza pobudka była o wiele przyjemniejsza, niż dzień wcześniej. Dodatkowy koc, choć śmierdzący okazał się wystarcząjo ciepły. Z jałowych opatrunków, jakie dostaliśmy od Polaków w Delhi, zrobiliśmy moskitiery, które przykleiliśmy na wszystkie okna i dziury w ścianie. Klasa pokoju podniosła się o jedną gwiazdkę, co nas bardzo ucieszyło.
Marcin dzisiaj nie mógł się obudzić. Zrobiłem sobie herbatę, umyłem głowę i zacząłem się ubierać. W Indiach moda jest niezwykle zróżnicowana i myślę, że obowiązuje tu zasada "włóż co masz". Sami staramy ubierać się stosownie do okoliczności, ignorując jakiekolwiek kanony mody. Dzisiaj zaczęliśmy dzień od kilkugodzinnej medytacji pod świątynią Mahabodi, a później przez kilka godzin chodziliśmy wokół niej, powtarzając mantry. Grudniowe poranki są raczej chłodne, przed bramą parku trzeba zdjąć buty, których nie chcemy stracić... powyższe okoliczności spowodowały, że poszliśmy w japonkach i grubych skarpetach. Z zielonymi bojówkami, naprawdę cudownie się to wszystko prezentowało!
![]() |
| Fashion :) |
Wczesnym popołudniem postanowiliśmy odnaleźć grotę Mahakali. Przeszliśmy przez most, wchodząc na teren, gdzie turyści nie zaglądają. Szliśmy przez pustkowia porośnięte wysoką na cztery metry trawą i palmami. Od czasu do czasu mijał nas pies lub koza. Krowy wylegiwały się na słońcu, jak zwykle leniwie przerzuwając pokarm.
![]() |
| Trawy były dwa razy wyższe od nas. |
Szliśmy dalej. I nagle pojawił się Rangdżiur Kumar, chłopiec z okolicznej wioski. Prawie w ogóle nie mówił po angielsku, był jednak bardzo rozmowny. Pokazał nam kalafiorowe pole należące do jego matki i zaprowadził nas do wioski, w której staliśmy się sensacją. Nawet starsi ludzie wygramolili się z lepianek, żeby na nas popatrzeć. Nakręciłem krótki filmik (będzie jak zwykle na facebooku), uścisnęliśmy dłonie kilku osobom, innym dając się po hindusku obmacać i czym prędzej uciekliśmy z wioski. Niestety z ogonem. Chyba wszystkie dzieci Kumarów poszły z nami. Każdy coś mówił, niestety żaden po angielsku. W końcu najstarszy wyjął starą Nokię i puścił całkiem przyzwoitą indyjską piosenkę. W jej rytmie szliśmy przez dłuższy czas w milczeniu.
![]() |
| Rangdżiur i Kot. |
Do jaskini jednak nie doszliśmy. Góry okazały się znajdować znacznie dalej, niż przypuszczaliśmy. Dodatkowym utrudnieniem okazała się rzeka, przez którą trzeba było przejść. Brudna woda sięgała kolan - dla łódki za płytko, za głęboko dla kaloszy, mostu nie zbudowano. Niestety.
Wracaliśmy drugim, wyschniętym korytem rzeki. Po godzinie marszu doszliśmy do normalnego, łatwiejszego dla marszu gruntu, porośniętego palmami.
![]() |
| Tropik. |





