Dzisiejszej nocy udałem się na wakacje, podróżując po sennej krainie Laurena, złożonej z wielu malowniczych, górzystych wysp, usytuowanych niedaleko Grenlandii. Ludzie, których tam spotkałem byli wysocy, piękni i zdrowi a ich skóra błyszczała, jakby ich ciała zbudowane były z kryształów. Podobnie wyglądała roślinność. Wielobarwne kwiaty, mieniły się w promieniach słońca tysiącami kolorów. Woda była niespotykanie czysta i wydzielała zapach, który sprawiał mnie i Martinowi wielką przyjemność. Wszystko drgało - wiedziałem, że jest to nierzeczywiste, jednocześnie cieszyłem się, że się tam pojawiliśmy. Wydawało mi się, że sen trwał większość nocy. Długo rozmawialiśmy z mieszkańcami krainy, zwiedzaliśmy, oglądaliśmy rzeźby, ogrody, stawy pełne niesamowitych stworzeń. Wynajęliśmy nawet hotel z widokiem na piękne zielone góry, dotykające lazurowego nieba. Zjedliśmy smaczny posiłek, wykąpaliśmy się w kryształowo czystej wodzie, po czym odwiedziliśmy świątynię zbudowaną z samych diamentów. Następnie opuściliśmy ten piękny świat. Wtedy dopiero, powoli się obudziłem. Wiedziałem, że to nie był do końca sen... chciałbym go podarować Wam wszystkim. Może ktoś z Was zostanie zaproszony do Laureny?
W Bodh Gaya zanosiło się na poprawę pogody. Chmury co prawda zakrywały całe niebo, ale powietrze zaczęło pachnieć słońcem. Potwierdzały to prognozy pogody, pokazując żółtą kulę na niebieskim niebie. Zachęceni pomyślnymi znakami poszliśmy na śniadanie do Mahometa. Dzisiaj wybrałem semolinę na mleku, a Kot tybetańską "kaszkę mannę". W drodze powrotnej odwiedziliśmy jedną z tybetańskich świątyń, która jak do tej pory zawsze była zamknięta. Za bramą znaleźliśmy się w innym świecie: wysypane żwirkiem uliczki, zadbane trawniki i starannie przycięte żywopłoty, tworzyły atmosferę spokoju i bezpieczeństwa. Za zakrętem zobaczyliśmy ogromną, pozłacaną stupę, a dalej gompę (świątynię), która również była otwarta. Wewnątrz zobaczyliśmy typowy ołtarz: wielki złoty posąg Buddy, obok dwie mniejsze statuetki Bodhisattwów. Przed rzeźbami stał tron, z wielkim zdjęciem Dalajlamy. Naszą ciekawość wzbudziły jednak malunki na ścianach. Nie przedstawiały - jak zwykle wcześniej - scen z życia historycznego Buddy, tylko różne formy buddów i bodhisattwów w niezliczonych formach. Starałem się wszystko sfotografować, przechodząc na niedozwoloną, zamkniętą dla zwiedzających część świątyni. Nikt nas jednak nie pogonił, co więcej, za moim złym przykładem poszło kilku Tybetańczyków.
![]() |
| Jeden z setek malowideł ściennych w tybetańskiej świątyni w Bodh Gaya. |
![]() |
| Marcin karmiący świnie i... dzieci. |
Medytowaliśmy dość długo - do zachodu słońca. Ludzie wokół nas robili pokłony, kręcili młynkami, usypywali mandale z ryżu i kolorowych, plastikowych "klejnocików". Każdy atom wirował radością i był utrzymywany w całości przez miłość.
Medytacja to nie uśpienie umysłu lub nie myślenie o niczym. Brak myśli jest cechą kamienia - nie człowieka. Należy o tym pamiętać. Medytacja pozwala wyrobić dystans do myśli, emocji i zjawisk, które coraz rzadziej nas dotykają. W końcu, po latach codziennego siadania na poduszce, nawet najgorsze rzeczy nie ranią nas tak dotkliwie. Rezerwa do świata i tego co przeżywamy, pomaga nam być coraz bardziej świadomymi i widzieć świat takim, jaki jest naprawdę, a nie w kolorze naszych aktualnych emocji. Pisze to dlatego, że kilka osób pytało...
![]() |
| Poza medytacyjna, przed prawdziwą medytacją :) |
![]() |
| Marcin i jego małe młyneczki. |
Dobrej niedzieli Ludzie! Dzięki za e-maile, komentarze i wiadomości.



