Dzisiaj mija nam ostatni dzień w Bodh Gaya - świętym dla buddystów mieście. Mieszkaliśmy tutaj cały miesiąc; zadomowiliśmy się - poczuliśmy jak u siebie. Wiele rzeczy się wydarzyło, poznaliśmy więcej ciekawych osób, niż przez cały długi okres bycia razem. Każdy dzień był inny, ale wszystkie przynosiły same dobre niespodzianki. Wyciszyliśmy się i zobaczyliśmy wiele rzeczy, o których istnieniu nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Nauczyliśmy się też pokory w stosunku do innych, ale także do własnych ciał, bez których trudno byłoby się rozwijać. Podsumowując jednym zdaniem myślę, że pobyt w Bodh Gaya miał dla nas kluczowe znaczenie, jeśli chodzi o sens życia w ogóle.
Zaraz po śniadaniu, poszliśmy powiedzieć "do widzenia" Buddzie. Okrążyliśmy 25-metrową statuę trzykrotnie, powtarzając najbliższe naszym sercom mantry. Podczas tych czynności, wyrażaliśmy też życzenia, o których pisać na blogu nie będę.
The Great Buddha został odsłonięty 18 listopada 1989 roku przez XIV Dalajlamę. Statua zrobiona jest z mieszanki piaskowca i czerwonego granitu. Budowa zajęła siedem lat i pracowało przy niej 12000-murarzy. Tak jest podane w informacji, choć wyobrazić sobie tego nie mogę, choć zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy razem pracowali.
 |
| The Great Buddha - 25-metrowy posąg w Bodh Gaya. |
Zaraz potem udaliśmy się pod
Karma Temple - świątyni, w której zatrzymał się
XVII Karmapa Thaye Dordże. Furtka była zamknięta, a dziedziniec pusty. Otworzyliśmy zamek i podeszliśmy pod stupę. Nie niepokojeni przez nikogo, w ciszy, chodziliśmy wokół budowli, śpiewając po cichu mantry, potem ku naszej radości okazało się, że sala z wielkim młynkiem jest otwarta. Chodziliśmy więc wokół jego osi, wprawiając go w ruch. Po wszystkim zrobiłem jeszcze pokłony, przed pięknym posągiem
1000-ramiennego Czenreziga - rzadką formą
Kochających Oczu - oczyszczającej i pełnej współczucia formy buddy. Niestety szyba za jaką sięznajduje, uniemożliwia zrobienie sensownego zdjęcia.
 |
| Stupa na terenie Karma Temple. |
Obiad zjedliśmy jak zwykle w Mahomecie. Dzisiaj miałem pomidorową i ziemniaki zasmażane z warzywami, Kot zjadł łazanki z tofu i sałatką oraz chlebek, podobny do żydowskiej macy. Następnie, tak jak wczoraj i prawie każdego dnia wcześniej. przeszliśmy przez bramki i obmacani przez uzbrojonych żołnierzy, weszliśmy na teren świątynny. Dodatkowe restrykcje wprowadzono po ataku na świątynię, która miała miejsce 7 lipca 2013 roku. Grupa dżihadystów islamskich podłożyła niewielkie bomby pod drzewem. W wyniku zamachu kilka osób zostało rannych. Ale to przeszłość, o której nie ma potrzeby w tej chwili myśleć... świat idzie do przodu i pójdzie nawet wtedy, gdy wszyscy staną.
Medytowaliśmy. Robimy to w różnych miejscach, jednak naszym ulubionym terenem jest trawnik, którą nazywam "łąką". Pośrodku stoi rozłożyste drzewo, pod którym wiele ludzi, ze skrzyżowanymi w "kwiat lotosu" nogami, udaje się wgłąb własnego umysłu. My pod drzewem nie siadamy, ponieważ ptaki żartują z "nawiedzonych", równo ich obsrywając. Zresztą obaj wolimy słońce. Mamy czerwony kocyk, który przywłaszczyłem sobie w samolocie i dwie małe karimaty, kupione na miejscu, po 10-rupii każda. Wszystko razem z torbą waży tak mało, że noszenie ekwipunku nie sprawia nam trudności. Siadamy i identyfikujemy się z umysłem Nauczyciela. Gdy medytujemy długo, okrywamy plecy czerwonym kocykiem, który czasami służy nam jeszcze za ponczo.
Virgin Atlantic, powinien dostać medal za te narzuty. I powinien rozdawać je latającym, którzy płacą tysiące dolarów za bilet i wychodzą z samolotu z wyrzutami sumienia, że buchnęli nakrycie warte dolarów pięć.
 |
| "Nasza łąka". |
Po medytacji, chodziliśmy bezpośrednio wokół stupy. Mahabodi Temple można obchodzić na trzech poziomach. Pierwszy - znajduje się bezpośrednio przy stupie. Pokazywaliśmy go na 3-minutowym filmie na naszym profilu. Jest tam bardzo głośno, wiele ludzi medytuje, śpiewa, dzwoni dzwoneczkami, sypie ryżem, uderza w bębenki i wykonuje wszelkie inne czynności, których nie sposób wymienić. Drugi krąg znajduje się za wieloma małymi stupami okalającymi główną świątynię. Jest jednak mało wygodny, bo jego droga krzyżuje się z innymi, dodatkowo jest tak wiele schodów w górę i w dół. Trzeci krąg, którego okrążenie zajmuje 20-minut, oferuje piękne widoki na wszystkie małe stupy, mandale i medytujących pielgrzymów. Jego droga podąża wzdłuż tych przystrzyżonych w stożki drzewek, za "łąką". Gdy napiszę notatkę, pójdziemy na kolację, po której obejdziemy trzykrotnie stupę. Rozstanie z tym miejscem jest dla nas bardzo trudne. Bardzo chcemy tu wrócić.
 |
| Mahabodi Temple i drzewo Bodhi. |
Każdy kamień, który tu się znajduje ma moc i znaczenie. Dodatkowo wartość archeologiczną. Na wielu wypisane są mantry, które pochodzą z okresu starożytności. Mahabodi Temple jest jedną z najstarszych budowli, zbudowaną w całości z cegły - najstarszą, która stoi do dnia dzisiejszego. Została zbudowana na rozkaz cesarza Aśoki, około 200 lat po śmierci historycznego Buddy. Datuje się ja na rok 250 p.n.e. Świątynia została zbudowana dokładnie w miejscu, gdzie znajdowało się drzewo, pod którym Budda osiągnął oświecenie. Późniejsze szczepy drzewa przenoszono w różne miejsca, ostatecznie rośnie za stupą, stanowiąc z nią całość. Wracając do budowli - najprawdopodobniej na początku nie miała kształtu piramidy. Najstarsza wewnętrzna konstrukcja niewiele mówi o pierwotnym kształcie. Większość cegieł podstawy jest datowana na V wiek naszej ery, oznacza to, że budowla była wielokrotnie rekonstruowana. Następnie buddyzm w Indiach praktycznie wymarł. Świątynia popadła w ruinę. W XII wieku, kiedy Bodh Gaya znajdowała się pod muzułmańską, budowla została zniszczona i w następnych stuleciach prawie zapomniana. Dopiero w 1880 roku, brytyjski rząd Indii reprezentowany przez
Sir Alexandra Cunningham, zajął się odbudową świątyni. Kilka lat później, lankijski, buddyjski przywódca Anagarika Dharmapala, rozpoczął kampanię, mającą na celu przywrócenie kontroli nad budowlą, mimo sprzeciwu strony indyjskiej. Walka trwała długo, dopiero w 1949 roku władza przeszła w ręce zarządu w Bihar. Komitet decydujący o Mahabodi Temple składa się z 9-osób, z których każda musi mieć obywatelstwo Indyjskie. W 2013 roku, górną partię stupy (szpic) pokryto złotem, które podarował oddany buddyzmowi - król Tajlandii. Gdyby jednak nie Brytyjczycy, być może dzisiaj nie mielibyśmy okazji chodzić wokół stupy, która dla buddystów ma ogromne znaczenie. I o tym trzeba pamiętać.
 |
| Kolorowe mantry na kamieniach. |
Wyjeżdżamy... Musimy dostać się do oddalonej o 90-kilometrów stolicy stanu Bihar - Patny. Mamy bilet na pociąg ekspresowy na 5:20 rano. Nie chce nam się wstawać tak wcześnie. Będziemy więc improwizować. Kolejny pociąg jest dopiero o 22:20. Tak mówi rozkład jazdy. Zastanawiamy się jak duże będzie miał opóźnienie. Zazwyczaj jest to kilka godzin... Niezależnie od wszystkiego, kolejna ciuchcia jedzie kilkanaście godzin do miejsca następnej przesiadki, z której musimy załatwić sobie transport na miejscu. Zupełnie nie wiemy jaki.
Zmieni się temperatura. Z upałów przeniesiemy się wysoko w góry, gdzie pogoda jest stabilna i chłodna. Noce bywają mroźne, powietrze świeże...
Kolejna przygoda!
Trzymajcie się Ludzie!