wtorek, 13 stycznia 2015

Wakacje - dzień 56 i 57

Najpiękniejsze miasto Indii rozpieszcza nas coraz bardziej. Kiedy pierwszego dnia zobaczyliśmy widok za oknem pomyśleliśmy, że wszystko inne wyda nam się szare i że spędzimy wszystkie dni na balkonie patrząc się z zachwytem w dal. Ku naszemu zdumieniu, Darjeeling zarówno z daleka jak i z bliska jest inspirująco piękny. Wczoraj zaraz po przebudzeniu, poszliśmy zobaczyć Japońską Stupę Pokoju. Prowadziła do niej droga kręta, cały czas pod górę. Na tych wysokościach serce bije kilka razy szybciej i człowiek prędzej się męczy. Widoki jednak rekompensują wszystko, poza tym zaczynamy przyzwyczajać się do rozrzedzonego powietrza i niższego ciśnienia. 
Dotarliśmy do przepięknej, białej i zdobionej złotem budowli. Stoi na samym szczycie Tygrysiego Wzgórza, na wysokości 2600 metrów nad poziomem morza, wysyłając we wszystkich kierunkach spokojną energię wszechogarniającej miłości. Jak do tej pory widzieliśmy trzy stupy pokoju. Pierwszą w Nepalu, drugą w Wielkiej Brytanii i wczoraj tą na zdjęciu, w Indiach - najpiękniejszą z całej trójki. Zainspirowani jej urokiem nakręciliśmy film, który można obejrzeć klikając tutaj.

Stupa Pokoju w Darjeelingu.
Pod stupą znajduje się mała świątynia, w której trwały nieznane nam obrzędy. Przyciągnięci rytmicznymi dźwiękami bębnów, weszliśmy do środka. Ubrany na żółto mnich powtarzał mantrę i w skupieniu uderzał w wielki bęben. Ruchem ręki zachęcił nas do zajęcia miejsca. Usiedliśmy, a prowadzący modlitwę pokazał nam tekst do śpiewania. Uderzaliśmy w dziwaczne instrumenty, wyśpiewując mantry, bawiąc się przy tym znakomicie. Wszystko można zobaczyć na filmie.

W doskonałych humorach poszliśmy dalej, do zoo. Przeszliśmy przez centrum miasta, zatrzymując się na obiad i po wielkim thali, "potoczyliśmy się" dalej, kręcąc przy okazji filmy. Na prośbę wielu osób, chcieliśmy bez przekłamań pokazać, jak wygląda miasto, które nas tak urzekło (jeśli ktoś jest zainteresowany, może zobaczyć nasz zupełnie amatorski film, klikając tutaj ).

Miasto słynie przede wszystkim z produkcji herbaty. Jest także znanym uzdrowiskiem klimatycznym - powietrze jest tutaj czyste jak kryształ. Posiada własny uniwersytet i wiele unikalnych atrakcji. Jedną opisałem powyżej, kolejną jest ogród zoologiczny, w którym żyją unikalne i zagrożone wyginięciem zwierzęta. Nie jestem zwolennikiem klatek - poczułem jednak ulgę. Hindusi dbają o więźniów - mają duże wybiegi i swobodę. Żyją w warunkach, do których są przyzwyczajone. Wszystkie bowiem okazy zamieszkują góry. Ogród znajduje się na wysokości ponad 2500 metrów nad poziomem morza, co większości ssaków odpowiada.
W naszych ciepłych kocach, wszędzie czujemy się dobrze.
Jedną z największych atrakcji okazały się himalajskie wilki. Bardzo agresywne walczyły ze sobą na naszych oczach. Gatunek ten w stanie niezmienionym, istnieje od ośmiuset tysięcy lat. Tym samym jest to najstarszy, unikalny rodzaj wilków i znajduje się pod ścisłą ochroną. Futra mają beżowe, pod spodem wpadające w kolor żółty. Więcej można zobaczyć na kolejnym filmie, który umieściliśmy tutaj.
Najstarszy rodzaj wilków na świecie.
Do zoo jednak przyszliśmy dla czerwonych pand. Niewiele ich zostało na wolności. Ucieszyłem się jednak bardzo, ponieważ będąc w zoo 12-lat temu, widziałem tylko trzy pandy. Oprowadzający nas wówczas przewodnik mówił, że nie chcą się rozmnażać. Szczęśliwie zmieniły jednak zdanie i jest ich teraz więcej. Zajadały bambusy i wszystkie wydawały się być bardzo zdrowe. Czerwona panda ma piękne, ciemno miedziane, lśniące futro. Zdjęcie nie oddało ich koloru. Mam nadzieję, że na filmie lepiej się zaprezentowały.
Czerwona Panda.
Po długim i wyczerpującym spacerze poszliśmy do kawiarni na kawę i pyszne ciastko. Dosiadła się do nas, mieszkająca od kilku lat w Kalkucie antropolożka, zbierająca materiały do doktoratu. Po krótkiej rozmowie okazała się fajną dziewczyną. Spędziliśmy wiele fajnych chwil i poznaliśmy jej ojca, profesora z warszawy, z którym dzisiaj rano rozmawialiśmy na wiele intrygujących nas tematów. Ciekawi, pełni wiedzy ludzie - z takimi jednostkami, nie można się nudzić. Profesor bada buddyzm, co w naszych oczach uczyniło go wyjątkowo interesującym. Pokazywał nam zdjęcia z Sikkimu, zdradzając liczne ciekawostki podczas śniadania, na które po raz pierwszy od blisko dwóch miesięcy zjedliśmy mięso. Indyjskie frankfurterki okazały się równie pyszne jak kiełbaski niemieckie. Tosty z solonym masłem, przypomniały mi zaś ciężkie czasy w Polsce, które mimo wszystko wspominam z nostalgią.
Pyszne frankfurterki.
A później Marcin poszedł w jedną, ja w drugą stronę. Postanowiliśmy spędzić czas osobno. Poza tym Kot ma czasami "muchy w nosie", co doprowadza mnie do wrzenia. W takich chwilach lepiej oddalić się od siebie na pewien czas. Zresztą nie można bez przerwy trzymać się za ręce i patrzeć w oczy. Dzięki temu dodałem kilka powyższych filmów do sieci, poza tym pochodziłem po sklepach z antykami. Nie wiem jednak, czy cieszę się z tego ostatniego. Tybetańskie antykwariaty są dla mnie zgubne, ponieważ posiadają drogie przedmioty pożądania. Już szukam skrzyni, w której prześlemy statuetki i książki. których nie sposób dostać w Europie.
Jeden z wielu antykwariatów.
Po południu poszliśmy już razem na momo - nasze ulubione pierożki. Dzisiaj wzięliśmy podwójną porcję z warzywami. Kot zaprowadził mnie do małej restauracji, którą odkrył podczas samotnej wędrówki. Zbita z desek pomalowanych na niebiesko i zielono chatynka, serwowała doskonałe dania. A z jej okna widać było miasto i piękne Himalaje, które przez cały czas robią na nas wrażenie.
Nasz kochany Darjeeling.
A wieczorem poszliśmy na kubek prawdziwej kawy do Tom&Jerry - kolejnego miejsca, które znalazł dla nas Marcin. W końcu wypiłem coś, co było mocne i pachniało świeżo zmielonymi ziarnami dobrej gatunkowo kawy. Teraz mam siłę pisać notatki i pracować nocą.